Prince of the Flame

Marceus Drake

Chociaż pojawiwszy się w Avarii, przyjął jednocześnie imię i nazwisko, które pozostały mu lub zostały zakodowane w głowie, preferuje się przedstawiać jako “Marcus”. Swoją pełną godność woli przedstawiać wyłącznie w oficjalnych okolicznościach.


Reinkarnacja: 5 dzień 4 tygodnia 574 roku ery Dia'taris


Rachunkowość

Wszystkie wartości i wyliczenia, w których skład wchodzą historia przyrostu Simirów,
Punktów Umiejętności i Punktów Wpływu, znajdują się w skoroszycie Google Sheets.

Ekwipunek

Spis przedmiotów

◆ "Bezdenny Wór Świętego Mikołaja", czyli specjalny przedmiot przechowujący {15.12.2025}
◆ Bon na ekskluzywną usługę {11.12.2025}
◆ Bon na ekskluzywny przedmiot {10.12.2025}
◆ Bon na nabycie/ulepszenie zdolności dodatkowej {9.12.2025}
◆ Bon na pojedynczy, losowy przedmiot związany z wybranym przez gracza ugrupowaniem fabularnym {23.12.2025}
◆ Bon na pojedynczy świąteczny rytuał runiczny {22.12.2025}
◆ Bon na +50% nagrody PU ze zlecenia {13.12.2025}
◆ Bon na +50% nagrody Simirów ze zlecenia {17.12.2025}
◆ Butelka wybornego wina
◆ Czapka Świętego Mikołaja {23.12.2025}
◆ Kamień Runiczny ᚾ (Nauthiz) {26.12.2026}
◆ Kamień Runiczny ᚱ (Raidho) {19.01.2026}
◆ "Li Wong M., Paragraf 8.5.1b(3) – I inne rzeczy, których nikt nie rozumie, ale musisz podpisać, Yunhai Yishan, Wydawnictwo Naukowe Akademii Wyższych, 570"
◆ “Retoryka — opracowanie zbiorowe”
◆ Shuang gou (para)
◆ Worek kamieni (dowolny kamień runiczny) {18.12.2025}

Śmietnik

Bon na bojowy element wyposażenia
Bon na ekskluzywną usługę
Bon na ekskluzywny przedmiot x2
Bon na ekskluzywny ubiór x2
Bon na miksturę o wybranym działaniu
Bon na obniżkę -50% na dowolny zakup systemowy x2
Bon na umiejętność dodatkową
Bon na zwierzę towarzyszące (wykorzystane na PU)
Ciuchy Startowe
Dukat x2
Eliksir usypiający
Jajo Marduka (wyklute)
Kamień runiczny ᚱ (Raidho) x3
Kamień runiczny ᚦ (Thurisaz) x3
Kamień runiczny (Zużyty) x5
Kula Zelwina
Skrzynka ze złotem (1000 simirów) wójta Bei-Hyatowa (oddana Pax Aurea)
Stalowy sztylet (oddany Sargasowi)
Torba z dokumentami wójta Bei-Hyatowa (oddana Sargasowi)
Tygrys z Bei-Hyatowa (oddany Sargasowi)
Zachowany okaz zmutowanej modliszki (oddany Sargasowi)

Bombonierka Niespodzianka

Kategoria: Artefakt Syntetyczny
Klasa: Słaba
Wygląd: Pudełko czekoladek jakże niepozorne, a mimo to przyciągające uwagę. Chociaż jego rozmiar pozostawia wiele do życzenia, zdobienia pozwalają na docenienie jego formy. Brąz pudełka komponuje się ze wzorami w kolorze złota, a kremowa wstążka przechodząca w odcienie różu idealnie dopełnia zachowaną estetykę.
Zdolności: Po otwarciu pudełka użytkownik może dostrzec cztery czekoladki, jest to jednak czekoladowe kłamstwo. Poza tym, że dobrze smakuje, każdy słodycz ma swój własny, unikalny sposób działania. Nie ma sposobu na rozstrzygnięcie, jaki dokładnie efekt przyniesie czekoladka przed konsumpcją, gdyż działanie artefaktu jest zupełnie losowe. Krótko mówiąc, bazując co najwyżej na poczuciu humoru sił wyższych, magiczny delikates wywoła krótkotrwały efekt (1 tura) dowolnej mikstury, jaka mogłaby w danej chwili mu się przydać, bądź nie. Od odporności na mróz, przez leczenie czy zwiększoną wytrzymałość, efektem może być także zwyczajne pozbycie się kaca, zmiana koloru włosów, czy podwyższenie tonu głosu. Nie zaleca się brać kilku czekoladek na raz, gdyż może to spowodować ból brzucha, jednak tak, jak już zostało wspomniane, poza siłami wyższymi (MG) nikt nie wie, jaki właściwie figlarny efekt może zostać wywołany po spożyciu. Gdy cztery czekoladki zostaną wykorzystane, pudełko można zachować lub wyrzucić, zawartość jednak nie odnawia się po czasie.
Ładunki: 4
Cooldown: brak

Flakon Arthorusa

Kategoria: Syntetyczne
Klasa: Przeciętna
Opis: Chociaż przypisuje się tej butelczynie, objętościowo pojemnej na 250 mililitrów, tak zacne imię, w rzeczywistości ciężko uznać, czy dawnymi czasy legendarny król rzeczywiście korzystał z takich cudów. Odpowiedź nasuwa się sama tym, którzy pójdą po rozum do głowy, wszakże nie dość, że przedmiot ten produkowany jest masową pod tą nazwą, to jeszcze pierwsze artefakty syntetyczne wyszły spod oka czujnej rzemieślniczki Cruthi. Mimo to, flaszka ta kusi swoją urodą, a to nie jedyny jej atut. W dotyku chłodna, zawsze wydaje się wilgotna, jakby gotowa na przyjęcie dowolnego płynu. Trzeba jednak uważać, gdy się jej używa, gdyż mimo magicznych właściwości, nadal posiada kruchość zwykłego szkła.
Zdolności
Urodzaj Dia'lean
Mawiają, że z pustego i Król nie naleje, lecz co jeśli mowa o tym jednym, najwyższym z władców avaryjskich? Ten flakon... cóż, wystarczy mu jedna kropla czegokolwiek, wina, krwi, trucizny, czy po prostu wody, a ten wypełni się tym płynem po brzegi, jak tylko przepłynie przez niego mana. Kopia jest wierna w smaku, zapachu, a nawet działaniu. Nie powiela rzeczy, które same w sobie są żywe, obiektów o potężnej manie, ani płynów z natury niestabilnych magicznie. Wszystko inne jest dozwolone.
Cooldown: 2 tury

Kartka walentynkowa (własna)

Zmierzając przez świat, spędzając tę błogą chwilę sam ze sobą, odczuwasz nagle coś dziwnego. Rozglądasz się, jednak nic nie wskazuje na to, żeby ktoś miał zamiar ci się pokazać. Wtedy orientujesz się, że masz w dłoni coś, czego wcześniej nie było. Koperta, a w niej osobliwa kartka oraz krótka notatka napisana na wnętrzu koperty: "Heros, jakże samotna istota, podatna na tak wiele. Ponoć najlepiej sprawdzają się ci, którzy znaleźli towarzysza, z którym brną przez życie, może to czas podzielić się z kimś odrobiną sympatii? Przyjmij ten podarunek i jeśli chcesz, przekaż go komuś, kogo cenisz. Niech wie, że nie jest w tym świecie sam..."

Kapelusz Zmiennego Ciała

"Ho, ho, ho... Ktoś powiedział Mikołajowi, że w tym roku byłeś bardzo grzeczny. Nie wiem, na ile to prawda, lecz nie mi to oceniać. Ja tu tylko roznoszę prezenty!""Każdy prawdziwy dżentelmen powinien posiadać nakrycie głowy. Problem pojawia się, wtedy gdy Twoja fizjonomia może się zmienić. Jednak w tym roku Mikołaj pomyślał o Tobie! Przedstawiam Ci to wspaniałe nakrycie głowy."

Kategoria: Syntetyczne
Klasa: Przeciętna
Zdolności:
1. Dzięki magii zawartej w nim, niezależnie od przebranego wyglądu kapelusz będzie zmieniał się razem z Tobą. Królicze uszy? Nagle pojawią się dwa otwory na nie! Wypustki? Kapelusz dostosuje się także do tego! Jednak to nie koniec!
2. Nakrycie głowy posiada także jedną umiejętność magiczną! Mianowicie pozwala noszącemu go Marcusowi widzieć na odległość 50 metrów przez dym, ogień i zgiełk, który niewątpliwie towarzyszy używaniu jego magii! Czas trwania wynosi dwie tury. Oczywiście sam kapelusz jest całkowicie odporny na ogień.
Cooldown: 3 tury

Insygnia Króla Zniszczenia: Miecz Końca Świata – Laevateinn
Sklasyfikowany Odprysk Świtu nr. 37
Smoczy Kieł Tyrana Flegetonu - Laevateinn, jednej
z Dziewięciu Smoczych Wasali, Pierworodnej Córki Marduka.

Artefakt klasy prawdziwej, będący nie tyle wykutym orężem, co skrystalizowaną wolą i fragmentem boskiej duszy Laevateinn – Smoczej Bogini Płomieni, Pani Zniszczenia i pierworodnej córki Króla-Boga Smoków Marduka. W przeciwieństwie do dzieł jej brata Fafnira, Laevateinn nie została stworzona w kuźni, lecz narodziła się w rodzinnej krainie smoczycy, wykuta nie młotem, a czystą, niszczycielską siłą woli samej Archontki. Ten półtoraręczny miecz, stworzony dosłownie z krystalicznej smoczej duszy o barwie lazurowego morza, wiecznie pulsuje wewnętrznym żarem, a wzdłuż jego ostrza pełgają subtelne, ogniste runy. Jest to broń absolutna, której jedynym celem jest dominacja i zniszczenie.Przez eony Laevateinn pozostawała uśpiona, obojętna na losy śmiertelników. Dopiero pojawienie się jej dalekiego potomka, Marcusa, przykuło jej uwagę. Rozbawiona zuchwałością, a jednocześnie zaintrygowana jego niezłomną wolą walki i ideałami, które pchały go do przodu, potężna smoczyca postanowiła wziąć go pod swoje skrzydła. Uznała go za godnego dzierżenia fragmentu jej potęgi, ofiarowując mu dar, który jest jednocześnie błogosławieństwem i brzemieniem – pierwszy element Insygniów Króla Zniszczenia.Miecz jest teraz nierozerwalnie związany z Marcusem. Może on go przywołać do swojej dłoni w dowolnym momencie, jak i odesłać go w nicość. Ostrze jest ostre jak sama entropia i praktycznie niezniszczalne, stale emitując subtelne, zagrzewające do walki ciepło. Nawet jeśli jakaś siła zdołałaby je skruszyć, Laevateinn, jako jego stwórczyni i esencja, może odtworzyć je w każdej chwili, śmiejąc się z daremnych wysiłków wroga.

Zdolności
1. Audiencja Królowej Popiołów
Pakt z Laevateinn został przypieczętowany. Marcus jest teraz połączony z umysłem smoczej bogini, co pozwala mu na bezpośrednią komunikację ze swoją praprzodkinią. Może ona przemawiać do niego w myślach, oferując rady, drwiąc z jego poczynać lub dzieląc się swoją odwieczną wiedzą. Jeśli uzna to za stosowne, jej głos może również wydobyć się bezpośrednio z samego miecza, potężny i niezaprzeczalny, słyszalny dla wszystkich w pobliżu. Laevateinn nie jest jednak posłusznym sługą; jest kapryśną i dumną istotą. Odpowie tylko wtedy, gdy sama zechce, a jej milczenie potrafi być równie wymowne, co jej najpotężniejszy ryk.
2. Dziedzictwo Króla Zniszczenia
Marcus, choć utalentowany, spędził miesiące na doskonaleniu walki parą bliźniaczych, chińskich ostrzy. Laevateinn, jako miecz półtoraręczny, wymaga zupełnie innego stylu i techniki. Ta zdolność niweluje tę różnicę w najbardziej bezpośredni sposób. Gdy Marcus chwyta za rękojeść, przez jego ciało przepływa nie tylko żar, ale i echo tysiącleci doświadczenia bojowego smoczej bogini. To nie on walczy, lecz ona przez niego. Jego postawa, chwyt, pchnięcia i cięcia stają się instynktowne i perfekcyjne, a jego sprawność w posługiwaniu się mieczem zostaje zrównana z mistrzostwem, jakie posiadł w swojej pierwotnej sztuce walki. Każdy jego ruch staje się tańcem zniszczenia, prowadzonym przez najpotężniejszą z partnerek.
3. ???
?

Lis "Szafir"

Jeżeli chodzi o to, dlaczego zwierzak się tak wabi, jest to raczej samowytłumaczalne, gdy tylko spojrzy się na niego. Lis, a raczej coś, co przypomina te dostojne istoty leśne, zdobiony jest przez dość nietypowe, niebieskie futerko, które w pełnym słońcu może nawet mienić się srebrem. Kolor nie jest jednak najdziwniejszą rzeczą, która odróżnia Szafirka od innych lisów, które można napotkać na swej drodze, podróżując po zakątkach Avarii. Nietypowy rozrost futerka oraz kształt niektórych kości sprawia wrażenie, jakby istota składała się z różnorakich prostopadłościanów zlepionych w formę lisa, nie wspominając już o jego prostokątnych oczach, za którymi zdecydowanie nie kryje się żadna złożona myśl. Mimo swej dziwaczności, przyprawiających na myśl magiczną mutację, Szafirek jest dość pocieszną istotą. Jego sposób poruszania może wydawać się dziwaczny, gdyż podczas ruchu nie zgina kończyn w żadnym miejscu z wyjątkiem złączenia łapek z tułowiem, podobnie zresztą dzieje się, gdy siada. Za dnia lubi ucinać sobie drzemki, zwijając się na miarę swoich możliwości w kłębek. Zwykle, gdy to robi, nie da się zobaczyć wspomnianych wcześniej łap, gdyż toną w prostopadłościennym gąszczu futra. Inaczej to wygląda, gdy zasypia na ramionach Marcusa, wtedy zwisają one wraz z ogonem.Jeżeli chodzi o jego zachowanie, Szafir jest z jakiegoś powodu silnie przywiązany do Marcusa. Ze względu na swoje rozmiary, gdyż nie jest on największym lisem świata, często włazi na swojego właściciela, by zwinąć się do snu na jego ramionach. Jest to często widoczne za dnia, ze względu na nocny tryb życia powszechny wśród tych zwierząt. Kiedy jednak nie śpi, jest dość aktywny i chociaż dało się wspomnieć o przywiązaniu do herosa, często udaje się na nocne przechadzki, gdy ten śpi. Jest to coś, czego rudzielec osobiście nie pochwala, gdyż każdego ranka znajduje w swoich rzeczach coś, co prawdopodobnie należało do kogoś innego, a jak wiadomo, honor mężczyzny nie pozwala mu na zachowywanie podwędzonych spod cudzego nosa rzeczy. Szafir nie jest co prawda terytorialny, jednak nie znosi tłumów. Jeżeli ktoś zbliży się za bardzo do jego niebieskiego futerka, ten potrafi szczeknąć, w szczególnych przypadkach nawet ugryźć. Na całe szczęście dla Marcusa, są to jedyne przejawy agresji względem innych ludzi. W odniesieniu do innych zwierząt ta specyficzna istota reaguje podobnie, co zwyczajny, rudy lis. Jeżeli jest głodny, będzie polować, jednak zachowuje szczególny odstęp od wszystkiego, co wydaje się niebezpieczne.Marcus uznaje to zwierzę za swego rodzaju dobry omen, bądź co bądź jedna z jego zdolności jest oparta o te istoty, a pewna znajoma mu heroska posiada nawet pakt z opiekuńczym, lisim duchem, który mienił się podobnymi odcieniami. Mężczyzna dba o Szafira, odkąd tylko ten się przypałętał, nie pozwalając, by jakakolwiek krzywda spotkała prostopadłościennego rozrabiakę.

Mikstura usypiająca

Działanie tejże jest dość proste. Wystarczy wprowadzić ją do krwioobiegu wybranej przez siebie osoby, by ta bez problemu odpłynęła w objęcia Morfeusza (na 2 tury). Kiedy dany jegomość wypije zawartość flakonika, mikstura potrzebuje czasu, by rozprowadzić się po ciele, co zajmuje jej niespełna 5 minut (1 tura), jednak kiedy wprowadzi się ją do obiegu bezpośrednio, na przykład poprzez ranienie kogoś mieczem nią pokrytym, jej efekt zadziała niemal natychmiast. Mikstura działa na każdą istotę słabszą lub równą sile zwykłego majina, zatem zarówno herosów, jak i ludzi, nie działa jednak na byty o wyższej skali siły, jak Mniejsi czy Więksi Archonci.

Pamiętliwy Tusz "Aionis"

Wywarzony przez samego Kenzę "Stratega" pod przewodnictwem wybitnej zielarki Avrille. Ze względu na swoją „ponadczasowość”, stosowany jest w wiekowych dokumentach, umowach jak i również w specjalnych tworach kartograficznych. Jednakże czymże odznacza się nietypowe działanie tego atramentu? Skryba posługujący się tym specjalnym tuszem jest w stanie wykonać niezrywalną umowę, której wiekowość zależy od wytrzymałości pergaminu użytego podczas spisywania. Osoba podpisując ów dokument związana jest pewnym rodzajem czaru, który przy chęci złamania umowy powoduje silny ból na dłoni podpisującego. Co do tworów kartograficznych, czyli graficznych przedstawień terenu w danej skali, tutaj tusz również spełnia swoją „ponadczasowość”. Raz sporządzona mapa danego obszaru będzie zmieniała swój układ wraz ze zmianami zachodzącymi w opisanym graficznie terenie. Są to jedynie najprostsze zastosowania Aionis. Z jego pomocą najwybitniejsi skrybowie oraz kartografowie są w stanie tworzyć również takie cuda jak sporządzone przez twórcę tuszu Wszystkowiedzący Zielnik, czy chociażby powszechnie znane i wykorzystywane mapy PAP (Podniebne Arkusze Pozycyjne).
Sam płyn jest koloru zbliżonego do złota, ponadto będąc w fiolce świeci w ciemności. Naczynie często przypomina prostopadłościenną butelkę zatkaną korkiem po winie, a jego wielkość ogranicza możliwości korzystającego do sporządzenia jednego, prostego dokumentu.

Pierścień Ulyra

"Ekhm. W kwestii działania, to ma dwa efekty. Pierwszy sprawia, że brud powoli znika z użytkownika i stara się utrzymać go w jak najlepszym stanie, jeżeli chodzi o wygląd. Robi to nawet z ubraniami, które suszy w razie zmoknięcia. Coś mi jednak mówi, że byłby panicz w stanie samodzielnie ogrzać siebie i swoich bliskich. - powiedział z ciepłym uśmiechem na twarzy, podsuwając pierścień trochę bliżej Marcusa - Druga moc aktywuje się po wypowiedzeniu słowa "Kavah". Przed wybraną istotą, w promieniu 20 metrów, pojawia się na moment duża tarcza, która jest w stanie przyjąć dwa ataki."

Kategoria: Syntetyczne
Klasa: Przeciętna
Wygląd: Złoty pierścień bogato zdobiony złotym kruszcem oraz pomarańczowymi kryształami. Delikatnie połyskuje w śmietle, dając ognistą poświatę. Podczas używania mocy, płonie jaśniej swoim pomarańczowym blaskiem, lecz jest to jedynie efekt wizualny.
Zdolności:
1. Wypowiadając "Lavah" oczyszcza ubrania wraz z użytkownikiem, aby ten mógł zawsze wyglądać dostojnie. Nie wpływa to jednak na cechy fizyczne odbiegające od brudu, np. krzywy nos, wory pod oczami.
Cooldown: 2 tury
2. Aktywuje się po wypowiedzeniu słowa "Kavah". Przed wybraną istotą, w promieniu 20 metrów, pojawia się na moment duża tarcza, która jest w stanie przyjąć dwa ataki.
Cooldown: 4 tury

Smok "Marduk"

Jam jest Marduk, niepokonany zdobywca, władca smoczego ludu! Hę? Nigdy o mnie nie słyszałeś? Niech ci będzie, tym razem odpuszczę ci grzech twej ignorancji. Jak doskonale widzisz, forma, w której zostałem zrodzony, jest niewdzięcznie niewielka, porównywalna do ludzkiego szczenięcia, ale za to, jak szlachetna! Moje czarne łuski w swoim połysku nie mają sobie równych, a ich twardość godna jest największego z władców. Moje oczy są równie błękitne co niebo, nad którym panuję, a zęby równie białe, co chmury na nim wiszące… “Chyba burzowe”??? Jak śmiesz, łachudro! Masz szczęście, że mam dzisiaj dobry humor, inaczej byś spłonął w blasku mojego wspaniałego Enuma Elish! Tak czy inaczej, mam też skrzydła. Może i są niewielkie, ale za to wystarczające, by nie ograniczać mojej wolności.Pytasz, jaki jestem na co dzień? Co tu dużo opowiadać, oczywiście, że wspaniały! Zacznijmy może od moich zalet, w końcu ich jest najwięcej! Nie zdziwi was chyba, że jako największy ze zdobywców tego kosmosu szczycę się niezrównaną wiedzą, charyzmą, a przede wszystkim skromnością. Doskonale wiem, co mi się należy i nawet w tak niewdzięcznej formie potrafię wywrzeć presję na swoich poddanych. Nie bez powodu szkarłatny sługa zajmuje się moimi posiłkami, choć, prawdę mówiąc, te nie są zbyt wybitne. Tylko mu nie mówcie, bo czuję, że mógłby się poczuć przytłoczony tą gorzką prawdą, a wtedy to już w ogóle nie przyprowadzi ze sobą godnej samicy.Co mogę o nim powiedzieć? Mówisz o szkarłatnym słudze? Pomyślmy… z początku nie uważałem go za kogoś wartego mojej obecności, ale z czasem okazał się całkiem kompetentny. Chociaż nie jest tak wspaniały, jak ja, wyczuwam w nim zadatki na dobrego króla. Nie można mu odmówić odwagi, no i ma dobre serce. Co więcej, ostatnio się czegoś dowiedziałem, że jest smokiem! To czyni go jednym z moich praprapra… w każdym razie dalekim potomkiem. Jeżeli ktoś ma prawo mi usługiwać, to tylko on!Skąd mam pewność o swojej świetności? Niedorzeczne pytanie, ty chyba naprawdę chcesz przedwcześnie pożegnać się z tym światem. Niech moja miniaturowa aparycja cię nie zmyli, jestem starszy, niż ci się wydaje. Nie mam pojęcia, jak to się stało, moje wspomnienia są jakby we mgle, ale czuję się, jakbym wiedział wszystko, a zarazem doświadczył tak niewiele. Nie śmiej się! Mówię poważnie! Enuma Eli… kaszl, kaszl, kaszl

Xiuhcoatl

Kategoria: Syntetyczne
Klasa: Przeciętna
Opis: Oręż wykonany na specjalne zamówienie do tej pory posiadał jedną, ale przy tym bardzo pomocną funkcję. Zgodnie z projektem broni wykonanym przez jednego z lepszych kowali w mieście, każdy z bliźniaczych kłów można wykorzystać w celu dodatkowego zatrucia wroga. Broń oczywiście sama w sobie trująca nie jest, szczegół tkwi w przygotowaniu do walki. Wzór ciągnącego się przez rękojeść węża ma swoje praktyczne zastosowanie. Po oblaniu go dowolną ciekłą substancją ta "wchłaniana" jest za pomocą mikroskopijnych otworów pomiędzy metalowymi łuskami. Płyn zostaje następnie rozprowadzony w taki sposób, by dotarł on do każdej ostrej krawędzi uzbrojenia. Dzięki temu każde udane cięcie na skórze rozprowadza w ciele przeciwnika dawkę wybranej mikstury, pozwalając na przykład na sparaliżowanie wroga. Na raz do jednego obiegu można wprowadzić 10 mililitrów substancji, uwalnianej do trzech razy przy udanym cięciu. Dzięki znajomościom nabytym poprzez służbę w Pax Aurea udało mu się jednak udoskonalić Xiuhcoatl o właściwości jakże magiczne — w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Zdolności:
Tezcatlipoca to zdolność, która w swojej prostocie pozbywa się konieczności zaopatrzenia w trucizny zwiotczające. W momencie aktywacji, która odbywa się za sprawą woli użytkownika, czerwony kryształ zamieszczony na rękojeści broni traci swój błysk, na rzecz wszechogarniającej ciemności. Złoto oręża traci swoje nasycenie na rzecz srebrnej poświaty, a każdy kolorowy element spowija czerń. Wnet, gdy dochodzi do transformacji, przez zamieszczone między wyrytymi na broni łuskami otwory, zaczyna niczym smoła przepływać cień, który zostawia za sobą nieszkodliwą, czarną aurę przy każdym ruchu. W czasie dziesięciu minut (2 tur) od aktywacji, cień ten niesie za sobą konsekwencje dla każdego ranionego orężem wroga. W momencie naruszenia tkanki wierzchniej dowolnej istoty, w jej organizm wtłaczana zostaje silna trucizna zwiotczająca, która niemal natychmiast rozpoczyna swoje działanie w miejscu kontaktu, a po upływie zaledwie kilku minut (1 tury), rozprzestrzenia się także na sąsiednie mięśnie. Ofiara będzie odczuwać skutki tak długo, jak tylko artefakt jest aktywny.
Quetzalcoatl to zdolność, która wspomaga swojego użytkownika w walce. W momencie aktywacji, która odbywa się za sprawą woli władającego, czerwony kryształ zamieszczony na rękojeści broni wzmaga swój błysk, na rzecz promieniejącego światła. Złoto oręża nabywa połysku, a każdy kolorowy element spowija biel. Wnet, gdy dochodzi do transformacji, przez zamieszczone między wyrytymi na broni łuskami otwory, zaczyna niczym życiodajny strumień przepływać światło, które zostawia za sobą lekko oślepiającą, białą aurę przy każdym ruchu. W czasie dziesięciu minut (2 tur) od aktywacji, blask ten wzbogaca właściciela o siły do walki. Zmęczenie natychmiast przechodzi, a ból ustępuje. Posiadacz artefaktu będzie odczuwać skutki tak długo, jak tylko ten jest aktywny.
Cooldown: 3 tury
Runy:
Za sprawą nałożenia na artefakt run, użytkownik jest w stanie wykorzystać swoją broń, by wywołać kolejne efekty warte uwagi. Do aktywacji runy dochodzi w momencie, gdy władający sobie tego zażyczy, jednocześnie kierując jelcem oręża w kierunku osoby, którą chciałby uleczyć, znajdującej się nie dalej, niż 10 metrów od niego. Dzięki właściwościom regeneracyjnym, które może przekazać tejże osobie, cel zdolności może liczyć na odnowienie takich obrażeń, jak drobne skaleczenia, powierzchowne rany cięte i kłute w czasie najbliższych dziesięciu minut (2 tur) od aktywacji.
Cooldown: 4 tury
Za sprawą nałożenia na artefakt run, użytkownik jest w stanie wykorzystać swoją broń, by wywołać kolejne efekty warte uwagi. Do aktywacji runy dochodzi w momencie, gdy władający sobie tego zażyczy. Dzięki właściwościom wzmacniającym ofensywę, w czasie najbliższych dziesięciu minut (2 tur) od aktywacji, przedmiot zyskuje na ostrości, dzięki czemu jest w stanie jeszcze bardziej zagrozić swojemu przeciwnikowi. Ostre krawędzie shuang gou już nie tylko przecinają bez problemu skórę, ale są w stanie także uszczerbić, czy nawet przedrzeć się przez tkankę kostną i inne materiały o podobnej wytrzymałości.
Cooldown: 4 tury

22 lata

Wygląd

Jak na herosa sprowadzonego w sposób prawdopodobnie losowy, ogólna budowa ciała Marcusa pozwala stwierdzić, że nadaje się do tej roboty całkiem nieźle. Sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu wraz z wagą zbliżoną do siedemdziesięciu kilogramów powodują, że można go nazwać względnie zdrowym. Każdy wykształcony wie jednak, że samo w sobie BMI to nie wszystko, by w pełni scharakteryzować, czy dana osoba dobrze się prowadzi, czy też nie. Patrząc jednak na jego delikatnie wyróżniające się mięśnie brzucha, klatki piersiowej, jak i te na jego kończynach, można stwierdzić, że w poprzednim życiu zdecydowanie coś ćwiczył. Jednak to tylko, jeśli zdejmie z siebie odzienie wierzchnie, gdyż to sprawnie zakrywa wszystkie walory estetyczne jego ciała. Co do tego kwestii wyróżniających go spośród tłumu, z pewnością można zwrócić uwagę na jego krótkie, szkarłatne włosy. Złośliwi mogą stwierdzić, że płomień, nad którym panuje, wyrwał mu się spod kontroli i teraz szaleje na jego głowie, zwykle jednak takie zaczepki zbywa śmiechem, ujawniając przy tym swoje śnieżnobiałe, równe uzębienie. Jednak jak już mówimy o porównaniach do magii, oczy ma za to popielate. Jego rysy twarzy przypisują go do kategorii mężczyzn bardziej pięknych niż przystojnych, ze względu na swą delikatność. Fakt, że nie należy do typu tych muskularnych, sprawia, że ubrania wyższego sortu dobrze na nim leżą, chociaż jak to mówią, ładnemu to we wszystkim ładnie. Po przybyciu do Avarii ubrany był raczej luźno. Biała, bawełniana koszula z luźnym kołnierzem, na rękawach spięta różnymi spinkami, do tego czarne spodnie i coś na wzór półbutów. Owszem, wydaje się to skąpe, kto powiedział jednak, że trzeba mieć dużo, by wyglądać ładnie?
Po skorzystaniu z pomocy Tepesh przy rozwijaniu swojej magii, po prawej stronie szyi, w miejscu ugryzionym przez wampirzycę, pojawił się symbol srebrnego hibiskusa, widoczny niezależnie od przybranej za pomocą Błogosławieństwa Ifryta formy. Dodatkowo, przez wzgląd na przebudzenie swojego rodowodu za sprawą interwencji srebrnowłosej, jego ciało w przypadkowych miejscach zaczęły porastać bordowe łuski, które mężczyzna maskuje za pomocą swojej zdolności pasywnej.

Usposobienie

Jest parę słów, od których można się odwołać, by opisać naturę mężczyzny. Szlachetny, wolny, pewny siebie, przynajmniej tak na ten moment stara się wypaść w oczach innych osób. Odnosząc się do pierwszego z określeń, Marcus stara się darzyć każdego jednolitym szacunkiem na start, stosując przy tym odpowiednią jego zdaniem składnię w zdaniach. Tym samym, chociaż w głębi duszy utożsamia się z klasą być może nawet wyższą niż szlachta, nie spogląda na nikogo z góry. Wiadomo jednak, że im wyższy status, tym niższa wolność działań, jakich się podejmujemy, a dla niego dążenie do swobody jest praktycznie najważniejszą kwestią. Znaczy to tyle, że często potrafi uciec od danego obowiązku, jeżeli kaprys mu to podpowie. Dodatkowo szczerze nienawidzi ograniczeń, szczególnie tych prawnych, zatem zakaz wstępu często mu może jedynie naskoczyć, że się tak wyrażę. Wiąże się to doskonale z pewnością siebie, zdecydowaniem, które go cechuje.
Jak jednak podchodzi do kwestii związanych z nowym światem, przeniesieniem i tym podobnym? Początkowo irytacja tym, że nie może sobie nic przypomnieć, później pogodzenie się z tym faktem, a na koniec ekscytacja nowymi, nieodkrytymi przez niego terenami.




Relacje — postaci graczy

  • Tamashi — spotkana przez Herosa dwukrotnie, poznała go w Tawernie "Pod Wzgórzem", gdzie jej niewinna niepewność wywarła na nim pozytywne wrażenie. To pogłębiło się podczas festiwalu, gdzie jej zmartwione nastawienie tylko utwierdziło go w myśli, że jest ona dobrotliwa.

  • Sin GR 6705C — spotkana przez Herosa podczas wrzawy w Yunhaiskiej restauracji, swoim analitycznym podejściem do napotkanych problemów zaintrygowała Marcusa, przez co szczerze liczy na ponowne spotkanie.

  • Shimodoru — spotkany przez Herosa podczas wrzawy w Yunhaiskiej restauracji, zaimponował mu swoją prawością. Chociaż zna go krótko i nie podziela niektórych jego poglądów, rudzielec darzy go szacunkiem.

  • Fospaidi — spotkana przez Herosa podczas wrzawy w Yunhaiskiej restauracji, jej chęć do pomocy wywarła na nim spore wrażenie. Nie wspominając o tym, to jej starania zostały docenione przez większą szychę z Pax Aurea, przez co Marcus tym bardziej ją szanuje.

  • Rinryu — spotkana przez Herosa w Scarlet Sautee, chociaż z początku wydawała się dość prostolinijna, okoliczności krążące wokół niej zabrały rudzielca na jazdę bez trzymanki. Po wszystkich przejściach jej małostkowa troska o dobro mieszkańców wzbudziła w nim szacunek.

  • Arthorus II — spotkany przez Herosa w lesie dziwów, pomimo pozornego grubiaństwa, jego czyny wywarły na Marcusie wrażenie osoby przynajmniej o drobinę szlachetnej.

  • Alette — spotkana przez Herosa w lesie dziwów zdecydowanie zdobyła u niego szacunek za to, ile była w stanie znieść mimo swojej tak miniaturowej formy.

  • Sargas — poznany przez Herosa w wiosce, której nie zdołał ocalić, jest jego zdaniem jedną z najbardziej zaufanych osób, którą prędzej czy później pragnie odnaleźć.

  • Nasa — poznana przez Herosa podczas pewnego, zdziwaczałego snu. Jej wiek i kompletnie zdziecinniałe podejście sprawiają, że Marcus czuje potrzebę zaopiekowania się nią, niczym córką, którą trzeba wprowadzić w ten okrutny świat.

Relacje — postaci niezależne

  • Lady Pink — spotkana przez Herosa podczas wrzawy w Yunhaiskiej restauracji, później jeszcze kilkukrotnie. Jej szersza perspektywa na świat wzbudza w rudzielcu szacunek, niezależnie od pozycji Kardynała, którą obecnie zajmuje.

  • Moral Lee Wong — spotkany przez Herosa w Scarlet Sautee, chociaż sprawia wrażenie prostolinijnego oprycha... jakoś niepokoi Marcusa.

  • Persefona — spotkana przez Herosa w wiosce, której nie zdołał ocalić, wzbudza w nim wręcz naturalną, ojcowską potrzebę opieki, niezależnie od tego, jak ciężka będzie to przeprawa.

Zdolności Magiczne

Zdolności Bojowe

Zdolności Dodatkowe

Magia Elementu

Magia Ognia

Elementarna magia płomieni nie jest dla Marcusa czymś nowym. Chociaż wspomnienia z poprzedniego życia zaginęły, jego stopniowo przebudzany rodowód daje o sobie znaki w postaci nie tylko jego wyglądu, czy właściwości ciała, ale też magii. Dawniej smok zrodzony z płomienia, nauczony wręcz perfekcyjnej kontroli nad swoim żywiołem, po przebudzeniu obdarowany błogosławieństwami płomiennych bestii, spotykając Tepesh, ponownie ujarzmił podległy mu element. Kontrola płomienia, a więc jego kształtu, temperatury i nie tylko, inspirowana, chociaż niezależna od podległych mu motywem bestii, pozwala mu na korzystanie z zaklęć zarówno ofensywnych, jak i leczących, obronnych, czy użytkowych, gdzie limit tkwi w wyobraźni herosa. Ogniste moce mogą być manifestowane wszędzie wokół, nie tylko przy jego ciele, przybierając różnorakie kolory, chociaż najczęściej używaną przez niego barwą jest gorąca czerwień.

Błogosławieństwo Smoka

Przyjmując bojowe nastawienie, mężczyzna może wykorzystać swoje płomienne moce, by niczym smok spopielić swoich przeciwników. Po zainspirowaniu się ziejącymi ogniem istotami, Marcus wchodzi w fazę, dzięki której przez najbliższe kilka minut (2 tury) każdy jego wyprowadzony atak dodatkowo wydziela z siebie płonący podmuch w formie wąskiego stożka, podobny do smoczego ziania, który, chociaż sięga jedynie na pół metra, jest w stanie wywołać oparzenia drugiego, lub trzeciego stopnia przy dłuższym kontakcie. Ma to oczywiście swoje ograniczenia, z czego jedno jest dość oczywiste. Zdolność nie dość, że nie zadziała w deszczu, to dodatkowo zostaje przerwana, jeżeli mężczyzna nie wyprowadzi skoordynowanej sekwencji ataków w całości. Innymi słowy, jeżeli podczas natarcia zostanie zmuszony do uniku, faza ta skończy się szybciej. Gdyby doszukiwać się powodów, dlaczego działa to tak, a nie inaczej, można by tłumaczyć to dumą, z jakiej słyną smoki. W końcu, jaki śmiałek godny smoczej siły cofnąłby się z obawy przed zagrożeniem?
Mężczyzna, posługując się Błogosławieństwem Smoka, stara się korzystać z posiadanej broni jako katalizatora, gdyż w przypadkach, gdy atakuje gołymi rękoma, sam jest podatny na oparzenia, co bardzo utrudnia mu wykonanie pełnej sekwencji ciosów.
Cooldown: 3 tury

Błogosławieństwo Feniksa [+3]

Zdolność, chociaż lecząca, nie oznacza, że mężczyzna podczas jej korzystania odejdzie na tyły, by lizać rany. Wręcz przeciwnie, Błogosławieństwo Feniksa to zdolność idealna, by dodatkowo podsycić płomienny zapał do walki rudzielca. Inspirowany właściwościami tych majestatycznych ptaków, Marcus przez kolejne kilka minut (2 tury) nie musi przejmować się żadną raną, na którą jest narażony. Z punktu widzenia niezbyt domyślnego obserwatora, wygląda to tak, jakby stał się jednością z płomieniem, będąc niewrażliwym na jakikolwiek atak, rzeczywistość jest jednak inna, chociaż podobna. Po zadaniu mu dotkliwych obrażeń mężczyzna błyskawicznie je regeneruje leczniczym płomieniem, nieważne czy skaleczył się kartką, czy urwało mu rękę. Naturalnie, chociaż wydaje się całkiem silna, zdolność ma swoje ograniczenia. Przede wszystkim, co powinno być oczywiste, płomień leczniczy nie pojawi się, gdy pada deszcz, bądź gdy ktoś wystarczająco zmyślny zmoczy ranę. Naturalnie wilgoć uchodzącej krwi nie przeszkodzi mu w kuracji. Marcus z pomocą Błogosławieństwa Feniksa potrafi wyleczyć wszystkie uszkodzenia, które doskwierają mu podczas trwania zaklęcia. Dodatkowo leczący płomień potrafi oczyścić szkody niefizyczne, takie jak choroby i trucizny. Jeśli chodzi zaś o limit możliwych do wyleczenia obrażeń, tu sprawa zależy od dotkliwości rany.
◆ Skaleczenia i rany cięte powierzchowne — tymi się nie przejmuje, bez limitu.
◆ Rany kłute oraz głębsze cięcia — tutaj przysługuje mu limit czterech jednocześnie.
◆ Separacja kończyn — w tym przypadku musi zebrać większość mocy błogosławieństwa w jednym miejscu, zatem limit to dwa na czas działania zdolności, przy czym przywrócone kończyny będą przez dłuższą chwilę mocno osłabione. Co więcej, w momencie wyleczenia takich obrażeń, Błogosławieństwo Feniksa zostaje przerwane.
Cooldown: 3 tury

Błogosławieństwo Tulikettu

Chociaż poprzednie dwie zdolności odwzorowywały zapał do działania, jakim cechuje się Marcus, jego kolejna moc odnosi się do innych, jednak równie ważnych części jego charakteru. Istota, jaką jest Tulikettu, słynie ze swojej jakże wolnej natury. Dodatkowo ruda kita płomiennego lisa daje wrażenie, jakby stworzenie to było nie tylko sakralne, ale przy tym również szlachetne, dzięki czemu nie wydaje się wcale tak nieznaczące przy pozostałych bestiach.
Tulikettu jest w zasadzie pierwszą istotą, jaką udaje się Marcusowi przywołać. Chociaż w całości wykonana z płomieni, młodzieniec nie przejmuje nad nią kontroli, przez co swoje kilka minut (1 turę) istnienia może poświęcić na hasanie po świecie, przynajmniej w promieniu 75 metrów od maga. Chociaż przywoływacz nie kontroluje płomiennego lisa, po jego zniknięciu dowiaduje się wszystkiego, czego ten doświadczył. Tulikettu nie można zranić niczym z wyjątkiem wody, jednak jego płomienie również nie wyrządzą nikomu krzywdy. Podobnie jak w przypadku reszty błogosławieństw, nie pojawi się, gdy pada deszcz. Co ciekawe, w nocy jego przywołanie skutkuje pojawieniem się zorzy polarnej w miejscu, gdzie się pojawi, która zdobi niebo do czasu zniknięcia stworzenia.
Cooldown: 3 tury

Błogosławieństwo Ifryta [+2]

Według podań Ifryt jest istotą zwykle przejawiającą się w postaci niedymiącego płomienia, co nie świadczy jednak o jego prawdziwej formie. W gruncie rzeczy, jako najpotężniejszy z dżinnów, swojej rzeczywistej postaci nigdy nie ukazuje ludziom, co jest możliwe dzięki jego umiejętnościom, między innymi zmiennokształtności.
W przypadku tej zdolności jest ona pierwszą, nad którą może panować bez martwienia się o czas, gdyż działa ona nieustannie. Pasywna moc magiczna nadaje mężczyźnie ograniczone możliwości zmiany swojej formy. Zależne jest to jednak od jego wspomnień, a dokładniej poznanych ludzi, którymi się otacza. Przykładowo, po poznaniu istoty potocznie znanej jako "kotołak", Marcus może pochwalić się wyrastającymi z jego czupryny kocimi uszami oraz chudym ogonem, o sierści dopasowanej do jego koloru włosów. Podobnie jest z postaciami długouchymi, rogatymi, zdolność nie jest w stanie jednak zmienić takich drastycznych rzeczy jak płeć czy kolor skóry mężczyzny. Po spirytualnym spotkaniu z przodkinią Marcus nabył także zdolność do odtwarzania oraz obsługi na poziomie biegłym cech rasowych wyższego gatunku — Pierwotnych Smoków. Dzięki temu może w dowolnej chwili posłużyć się skrzydłami, czy też długim, gadzim ogonem zupełnie tak, jakby całe życie z nimi dorastał, co w sumie jest zgodne z prawdą. Korzystając z tych aspektów fizycznych, dalej potrafi poczuć się nieswojo — ogon może przeważyć, skrzydła skierować w złą stronę podczas lotu, nie ma jednak na świecie rzeczy, której nie da się opanować z pomocą kilku chwil poświęconych na praktykę. W przeciwieństwie do dotychczas nabytych ta umiejętność nie szwankuje w obecności wody, gdyż na dobrą sprawę nie da się jej przerwać. Przemianie towarzyszy również dość zabawny efekt wizualny, gdyż każdy uformowany dodatkowo kształt najpierw formuje się z nieszkodliwego płomienia, który dopiero po sekundzie przeistacza się w realną część ciała.




E the Elemental

Tides of ███████████:
Po aktywacji, użytkownik zyskuje na 3 tury pełną kontrolę nad wszelką swobodną wodą i wilgocią w promieniu 15 metrów, z wyłączeniem wody znajdującej się w organizmach żywych. Nie może również dokonywać kompresji cieczy (np. do twardych form czy pod ciśnieniem).
W momencie aktywacji, ramiona użytkownika a zwłaszcza żyły biegnące od zgięć łokci po nadgarstki rozświetlają się intensywnym, lecz bladym błękitem, przypominającym zamarznięte światło księżyca odbijające się na lodowej tafli. Ten blask nie pulsuje, lecz trwa spokojnie, nieustępliwie, jak zimny świt przed burzą.
Cooldown: 5 tur
[Redacted]
[Redacted]
[Redacted]

Umiejętność bojowa — Poziom Mistrzowski

Shuang Gou

Zwane “Bliźniaczymi Szponami” dwa miecze, którymi Marcus się posługuje, mają bardzo specyficzną budowę, niepodobną do mieczy sprzedawanych na szeroką skalę. Zaczynając od rękojeści wyłożonej skórzaną okładziną, ta jest chroniona przez nietypowy jelec, który ze względu na kształt zaostrzonego półksiężyca, może posłużyć także do zaatakowania przeciwnika. Co więcej, jak spojrzymy na głowicę rękojeści, przez swój zaostrzony czubek może zostać użyta do zadania rany kłutej. Co do ran siecznych, również to jest umożliwione, dzięki jednej, zaostrzonej stronie metrowej głowni, znajdującej się od wewnętrznej części haka, który także jest dostosowany do wykonywania cięć, od zewnętrznej. Przechodząc do najważniejszej części oręża, sztych jest tym, co najbardziej wyróżnia shuang gou spośród pospolitych mieczy. Zaokrąglony na kształt, który pozwala na wiele, służy głównie do przechwytywania broni, a także podcinania nóg oponentom. To oczywiście w przypadku, gdy traktuje się tę broń jako dwa osobne elementy, co wykorzystuje jedynie połowę jej potencjału bojowego. Najgroźniejsza jest bowiem dzięki możliwości podwojenia zasięgu ofensywy, poprzez zakleszczenie dwóch haków ze sobą. Chociaż wymaga to odpowiedniej precyzji, dzięki tej właściwości właściciel jest w stanie skorzystać z jelca niczym siekiery, wykorzystując przy tym zwykle pęd nabrany po paru obrotach.
Co do stopnia zaznajomienia z orężem, Marcusa można nazwać mistrzem w tej dziedzinie. Młodzieniec jest raczej żwawy w boju, stawiając na ukradkową ofensywę. Korzystając z tego, że jego figura nie należy do tych postawnych, stara się wykonywać szybkie sekwencje ataków, by następnie cofnąć się, nie przyjmując na siebie zbyt wielu obrażeń. Nie znaczy to jednak, że nie potrafi zranić mocnym ciosem, wręcz przeciwnie. Ze względu na napotkane kłopoty narzucił na siebie spory rygor, a trenując do upadłego, zdobył niezachwianą pewność siebie zarówno przy bliskich, jak i dalekich dystansach. Jego kontrola ostrza jest nieporównywalna. Wykorzystuje on pełnię możliwości dobranego oręża, dzięki temu blisko i dalekosiężne wymachy potrafi przekształcić w ciężkie do odparcia, nieprzewidywalne sekwencje ataków. Umie też korzystać z przewagi, jaką daje mu otoczenie. Kiedy pochwyci swoją broń, ciężko go powstrzymać, gdyż jest w stanie zrobić z nią praktycznie wszystko. Można pytać jednak, dlaczego wybrał sobie broń tak pozornie ciężką do opanowania, kiedy ledwo co znalazł się w nowym świecie? To już tyczy się jego usposobienia, którego sporą częścią jest duma oraz chęć podejmowania wyzwań… no i przy okazji tego, że to z nimi obudził się, po pojawieniu w Avarii.

Umiejętność Dodatkowa — Poziom Zaawansowany

Retoryka

Retoryka, inaczej sztuka pięknego mówienia, również sztuka argumentacji perswazyjnej. Jedno zakłada dobieranie słów w sposób wykwintny, w celu jak najmocniejszego wykorzenienia mowy potocznej ze swoich wypowiedzi. Drugie zamiast na formie skupia się na efekcie, jaki przemowa ma wywrzeć na odbiorcy. Połączenie tych dwóch definicji tworzy coś, do czego dąży Marcus. Jego zdaniem częścią szerzenia idei jest zdolność przekonywania do niej innych. Z tego powodu w wolnym czasie, poza doskonaleniem się w boju dba o klarowność swoich wypowiedzi, by w razie potrzeby móc walczyć nie tylko mieczem, a również słowem. Po udoskonaleniu kontroli płynności oraz doboru gramatyki i słownictwa z pomocą książki “Retoryka — opracowanie zbiorowe” z Yunhaiskiego Wydawnictwa Naukowego, jedyne co pozostało Marcusowi to ćwiczyć, na co pozwoliła niedawna interakcja z jednym ze skorumpowanych polityków tego świata, Adrianem Zandbergiem. Korzystając z pozyskanej wiedzy i praktyki, mężczyzna jest w stanie przekonać do swojego zdania statystyczną większość nie tylko szarego tłumu, ale i klasę średnią.

Umiejętność Dodatkowa — Poziom Podstawowy

Papierologia

Li Wong M., Paragraf 8.5.1b(3) — I inne rzeczy, których nikt nie rozumie, ale musisz podpisać, Yunhai Yishan, Wydawnictwo Naukowe Akademii Wyższych, 570… rudzielec sam nie wierzył, że pozyskał tę książkę, a jednak. Ostatnie spotkanie z tym osobnikiem spowodowało, że Marcus dostrzegł kolejne zagrożenia na drodze herosa. Strzec się bowiem należy nie tylko bestii zmutowanych, lecz także tych siedzących za biurkami. Z tego powodu postanowił się nauczyć tego, czego sam padł ofiarą. Sporządzanie prostych umów stało się łatwiejsze, a drobne druczki nie są już dla niego tajemnicą. Wciąż do napisania oficjalnego tekstu bez żadnych luk mu wiele brakuje, jednak kto powiedział, że trzeba od razu osiągnąć perfekcję?

Umiejętność Dodatkowa — Poziom Biegły

Opieka

Nauka zwierząt pożądanego przez właściciela zachowania poprzez wielokrotne powtarzanie odpowiednich czynności, jak i wdrożenie systemu nagród i kar — chociaż od tego drugiego Marcus stroni, jest to właśnie zdolność, której postanowił się nauczyć podczas jakże pełnego wyzwań okresu posiadania pod swoją opieką aż trzech zwierząt. Opanowanie rzeczy tak prostej, jak sprawienie, by podopieczny zachowywał się “dobrze” nie sprawia mu już problemu. Jego zakres umiejętności można w tej chwili porównać do typowego posiadacza psa, który właśnie wrócił z konsultacji z behawiorystą, do tego jeszcze jednak doszedł nowy element układanki. Z racji na nagle powstałą potrzebę zajęcia się jednym, jak nie dwojgiem dzieci, Marcus prędko nabył potrzebne mu do tego kompetencje. Zwykle dobrze wie, co dokładnie powiedzieć, by nie załamać tych emocjonalnie kruchych istot, zdarzają się jednak wyjątki. Do tego nadal występuje u niego syndrom jedynego ojca — potrafi być nadopiekuńczy, a przez potrzebę ciągłej ochrony swoich podopiecznych, często uznaje, że wie lepiej, co jest im potrzebne, dzięki czemu czasem ignoruje ich zachcianki.

Historia zdobycia

Magia Elementu

Prolog: Wschód lepszego jutra.

          Przeżycia w lesie dziwów dały Marcusowi kilka cennych lekcji, niektóre naprowadzające go na dobrą ścieżkę, z której zszedł przez przesadną nieostrożność, inne rzucające nowe światło na perspektywę, z której jeszcze nie miał okazji spojrzeć na świat. Zmierzenie się ze strażnikiem lasu przypomniało mu, że nawet z wręcz mistrzowską znajomością stosowanego oręża, nie powinien lekceważyć wroga. Dodatkowe wydarzenia nakazały mu też oczekiwać nieoczekiwanego, być wiecznie gotowym na wszystkie scenariusze, nawet na te niemożliwe. Mimo wszystko wiele z tych akcji przeczyło wszelkim prawom, które poznał do tej pory, nie tylko fizyki, ale i magii czy logiki jako tako. Najważniejszym jednak wnioskiem, który wyniósł tamtego dnia spośród wielu, to świadomość ograniczeń fizycznych, których nie dało się pokonać samym treningiem siły czy technik.
          Magia, czegokolwiek by o niej nie powiedzieć, stanowiła niejako spoiwo tego świata i jakkolwiek by się nie uprzeć, nie dało się zaprzeczyć temu, że bez niej było ciężko o cokolwiek. Odkryta w nim moc, która pozwalała leczyć każde zadane rany była tym, czego Marcus potrzebował swoim zdaniem najbardziej. Chociaż Błogosławieństwo Feniksa dawało rady, nie potrafiło zanegować śmierci. Sztuka poprawiania swojej zdolności ofensywnej jest łatwą do wyćwiczenia rzeczą, to ze zdolnościami o charakterze leczącym było ciężej. Wiedział, że potrzebuje on mentora, by zrozumieć tajniki arkaniczne, wykraczające poza ludzkie pojęcie.
          Jak w odpowiedzi od świata na jego życzenie, natrafił on przypadkiem na Tepesh. Wampirzyca o spojrzeniu analitycznym wyróżniała się nie tylko kolorem włosów, czy doskonale grającymi z nimi tęczówkami, lecz przede wszystkim renomą. Badaczka odpowiedzialna za wdrożenie Szczelin, niemalże celebrytka w świecie pełnym bezkresnych możliwości, a jednak to rudzielec miał zaszczyt doświadczyć jej mentoringu. Maniery oczywiście nie opuściły młodego herosa tylko przez to, że rozmawiała z nim sława o nieprzejednanej urodzie, dzięki czemu z tonem odpowiednim do sytuacji wystosował prośbę.
          ”Jeżeli nie sprawi to panience problemu, pragnąłbym nieco lepiej zrozumieć moc, której błogosławieństwem zostałem obdarzony.” Jego słowom towarzyszył również gest uprzejmości, porównywalny do wręcz kamerdynerskiego ukłonu, którym obdarzył wampirzycę. Jeżeli zamierzał uczynić ten świat lepszym, musiał stać się silniejszy. Żeby to osiągnąć, był gotów na to, by poświęcić wszystko, co jego, z wyjątkiem wartości, z którymi zmierza przez świat.
          Niezależnie od motywacji srebrnowłosej, prośba Marcusa została rozważona pozytywnie. Być może to moc powierzona mu w lesie została wyczuta przez znacznie przewyższającą użytkowniczką tożsamej siły, a może zwyczajne maniery pozwoliły jej nie przejść koło niego obojętnie. Nawet jeśli mógł to być także zwykły kaprys, Tepesh mierząc wzrokiem rudzielca, skierowała do niego rozkaz dość osobliwy. ‘Klęknij.’
          Mężczyzna nie cofając swojego słowa, zdecydował się posłuchać, kładąc więc prawe kolano na podłożu, nieświadomie udostępnił wampirzycy pole do działania. Podeszła z jego prawej strony, gdzie wysunięta noga jej nie przeszkadzała, a odchylając głowę w przeciwległy bok, nie powstrzymywała się przed zatopieniem kłów w szyję Marcusa. Chociaż zachowanie to można było kwestionować, on tego nie robił i cierpliwie czekał, aż mentorka przejdzie do dalszej części treningu, która okazała się dużo bardziej immersyjna, niż na początku zakładał.

Egzamin: Zachód wczorajszej chwili.

          Obudziwszy się w lesie, otaczającym go zewsząd niczym nieskończony labirynt pni, Marcus poczuł solidne deja vu. To w lesie bowiem pierwszy raz odetchnął powietrzem Avarii, także w podobnej scenerii po raz pierwszy niemal dokonał żywota. Co więc robił tu ponownie? O celu jego pobytu w tym cudacznym miejscu przypomniał mu pulsujący na szyi ból, który, chociaż nie był intensywny, dawał o sobie znać.
          Racja, został ugryziony, następnie Tepesh rzuciła zaklęcie i… No tak, prawdopodobnie jest to część jego treningu. Na nic mu było więc stanie w miejscu, ruszył w drogę, podczas której dostrzegł jedną nieprawidłowość. Jego ciało, chociaż zdawało się stałe, raz na jakiś czas buchało płomieniem, czy to z ramienia, czy z czupryny o już wystarczająco płomiennym kolorze. Wnet, wystarczyło ledwo mrugnięcie, by przed jego twarzą zjawiła się istota.
          Nietypowa dziewoja o włosach białych jak śnieg, uszach zaś puszystych niczym u kota, wpatrywała się w niego ze strachem. Chociaż nie, towarzyszka stale zmieniała swoje oblicze, ale również stan fizyczny, od widocznego zmęczenia, po rany cielesne czy wręcz przeciwnie, niesamowicie gładką i rozpromienioną cerę. Każda z wersji przedstawiała jednak stałą dla nich emocję. Poza wspomnianym strachem dochodziło zainteresowanie, zauroczenie, poczucie winy, nienawiść czy radość.
          ”Marceus Drake, heros z przywileju, nie zaś z przysług. Mężczyzna, który, chociaż próbuje zrobić wszystko sam, zawsze w ostateczności polega na cudzej sile. Powiedz mi więc o wielki herosie, czy kiedykolwiek uczyniłeś coś w stu procentach sam?”
          Mężczyzna nie zdążył jednak odpowiedzieć, gdyż zdegustowana kotka prędko zniknęła sprzed jego twarzy, co poprzedziło katastrofę. Iskra z jego ramion chwyciła się suchej gałęzi, a reakcja łańcuchowa prędko spowiła las w płomieniach, by pozostawić rudzielca w szarej równinie popiołu. Chociaż szok nie pozwalał mu ruszyć chociażby palcem, długo w tym stanie nie pozostał. Nie była to w żadnym wypadku silnej psychiki, gdyż nadszarpnięta pewność siebie połączona z katastrofą wywołaną własnymi rękoma potrafiły zostawić bliznę. Powodem, dla którego musiał się ruszyć, był nagły, ostry ból, jakby tysiąc szpilek usiłowało wedrzeć się do jego ciała.
          Deszcz, ciemne chmury zebrane nad spaloną ziemią opłakiwały tysiące drobnych istnień strawionych w pożarze. Krople wody nie tylko sprawiały sensoryczny ból, dawały Marcusowi poczucie, jakby właśnie znajdował się w śmiertelnym zagrożeniu. Strach nakazał mu poszukać schronienia, lecz w jego widnokręgu nie znalazł się żaden konar, żadna skarpa czy jaskinia. Wnet spod góry popiołu wynurzyło się istnienie. Lisia nora ukryła przed zagrożeniem bestię dobrze mu znaną. Tulikettu, jakby o wiele bardziej inteligentny, objął mężczyznę wzrokiem, następnie zbiegł w losową stronę. Biegł więc i on, nie mając żadnej innej nadziei i tak jak lis kurczył się pod naporem kropli wody, tak jego cierpienie wzrastało. Tak w końcu znalazł schronienie, kryjąc się przed deszczem w znalezionej wyrwie w skale.
          Wtedy też objawiła mu się kolejna dusza, tym razem był to obraz dojrzałej, pięknej blondynki o oczach czerwonych niczym dwa okrągłe rubiny, skórze zaś złuszczonej, nie jednak przez osłabioną cerę, a gadzi pancerz porastający niektóre elementy jej ciała. Kobieta zwróciła się do niego, z troską głaszcząc głowę jego, zdobioną teraz przez wcześniej niezauważone kocie atrybuty.
          ”Deszcz nigdy Ci dobrze nie służył mój drogi. Chociaż zarzekasz się, że władasz nad płomieniem, co jeżeli to on włada Tobą? Wszak, jeśli mały kaprys natury tak cię zranił, co powiesz, gdy to z premedytacją płomień zostanie zwrócony przeciw Tobie?”
          Wnet, jak poprzednio sylwetka sędziującej jego los rozmyła się niczym mgła, teraz również otoczenie ugięło się pod rwącym wiatrem przeznaczenia, przemieniając scenerię w coś na kształt sali jadalnej. Tam też znienacka cios nadszedł, prędki więc lekki, lecz piekący, niczym użądlenie setek pszczół. Ocierając twarz swoją, Marcus poczuł wodę, a spoglądając na przeciwnika, dostrzegł twarz znajomą, lecz jedynie z instynktu. Niebieskowłosy chojrak o skórze popielatej stanął przed nim w stancji bojowej, gotów do natarcia, gdy tylko Marcus podniósł pięści. Natarcie to nie nadeszło jednak w postaci lewego sierpowego, czy prawego prostego. Nie było też ciosem poniżej pasa, a liryczną chłostą po raz kolejny oceniającą jego wybory życiowe.
          ”Taki pacyfista herosem? Błagam cię, pozostawiwszy rodzinę i naród, skąd oni mają mieć pewność, że nie zrobisz tego ponownie?”
          Marcus, chociaż rwał się już do walki, nie dostąpił zaszczytu odegrania się przeciwniku. Tym razem, chociaż obszar wokół rozpadł się na drobne elementy, pustki nie wypełniło już nic, poza nikłym płomieniem, tlącym się samotnie. I gdy rudy mąż podszedł do osobliwości, ta poczęła gwałtowną zmianę, jakby rezonując z jego duszą. Chwila krótka, ledwie moment starczył, by z drobnej niemal iskry wykształcił się smok rosły, chociaż niewyraźny. Jasny niczym słońce, gorący choćby z lawy, jednocześnie nieuchwytny, jednak fizycznie bolesny. Wnet odezwał się głos głęboki, choćby stwórca sam przemawiał w jego stronę z wymogiem odpowiedzi.
          ”Przeszłość kształtuje nas, by przyszłość móc kształtować. Ten jednak, kto nie rozumie swych korzeni, nie ma szans doświadczyć jutra. Kimże więc jesteś, smoku bez historii, stworzenie bez stwórcy, działaczu bez mocy i czymże są twe kreacje, jeśli nie cieniem błędów popełnionych dawniej? Trzy pytania, więzy, kajdany pętające duszę twą. Czyja jest siła, którą władasz jak swoją? Kto ma kontrolę, między tobą a płomieniem? Jaka jest twa wola, uciec czy pozostać?”
          Płomień w formie smoka, czy też smok z płomienia stworzony, w tej chwili nie przyglądał się twarzy rozmówcy, bordowymi łuskami obrośniętej, lecz duszy jego, jakby na dłoni niesionej. Słysząc te trzy pytania, Marcus nie czekał zbyt długo z odpowiedzią, decydując się na zmierzenie z przeznaczeniem poprzez jedną rzecz, której trzymał się od początku. Wraz więc z wartościami, które trwały i trwać będą, odparł z pewnie wysuniętą piersią, niczym władca do podwładnego.
          ”Jestem Marceus Drake, własnoręcznie władam płomieniem, nieugięcie mierząc się z wyzwaniami, przeczesując sobie drogę w stronę lepszego jutra.”
          Głęboki głos niemal od razu zarechotał śmiechem zainteresowanym, bez szczypty kpiny. Wszakże dumny płomień o szlachetnej, smoczej krwi nie miał powodu, by patrzeć z góry na tych, co znają swoją wartość. Kondensując swoją egzystencję, gorący gigant począł zmieniać formę, przyjmując po chwili sylwetkę ludzką, lecz nie przypadkową. Kształtując rysy czy kolor niczym lustro jego duszy, przed rudzielcem drugi mu podobny stanął naprzeciw, nonszalanckim uśmiechem zdradzając jego tożsamość. Płomień, chociaż zdobił go blaskiem, nie bił już raniącym żarem, a ciepłem wschodzącego słońca. Sam dubler zaś chwili nie tracił, wstępując w ciało herosa, przeciążając zmysły jego, zrywając trwający trans.

Epilog: Południe dzisiejszego sukcesu.

          Głęboki wdech. Pierwsza rzecz, którą organizm robi przy nabyciu przytomności. Chociaż w momencie rzucania zaklęcia stał, w tym momencie po otwarciu oczu widział nie tylko niebo, lecz także badawcze spojrzenie wampirzycy. Zdając sobie sprawę z braku okazanego jej szacunku, o który sam siebie oskarżył, zerwał się z jej kolan ze skruchą, natychmiast stając przed srebrnowłosą damą. Mężczyzna, chociaż czuł zmiany w krążącej po jego ciele magii, nie były one jedyne. Stwardniałe łuski na jego twarzy prędko dały o sobie znać, na co mimowolnie zareagowała jego myśl, dusza, ciało, stając w płomieniach na ułamek sekundy, powracając swoją skórę do naturalnego, ludzkiego stanu.
          ”Racz mi wybaczyć moją nieuprzejmość. Jeżeli pozwolisz, nie będę marnować już czasu panienki, spłacę jednak dług wdzięczności, gdy tylko będzie trzeba.”
          Chociaż nie była ona oczywista, Marcus czuł natychmiastową zmianę po przebudzeniu z transu. Wiedział, że coś w nim ożyło, zbudziło się wraz z nabytą pewnością siebie, przez co wdzięczny był za projekcję, którą wykonała Tepesh.

Historia zdobycia

Tresura

          Kiedy człowiek przyjmuje pod swoją opiekę pierwsze stworzenie, często zdarza się, że jest to tylko początek wyboistej przygody na rzecz kiełkującej miłości do zajmowania się czworonogami. Marcus ma podobnie. Decydując się na zajęcie Szafirem w celu uhonorowania życzenia spotkanej w bambusowym lesie heroski, najwyraźniej niechcący zesłał na siebie przeznaczenie przyszłego mistrza pokemon, gdyż krótko po tym osobliwym spotkaniu natknął się na… jajo. Pozbawione matki, zesłane przez los niemal w jego ręce, nie było opcji, by je tak po prostu zignorować. Tak więc te spokojne dni, które poświęcał wcześniej na odpoczynek, zdecydował się przeznaczyć na dokładne doglądanie nienarodzonej istoty, korzystając ze skrupulatnie zapisanej przez kogoś karteczki z instrukcjami.
          Jakby tego było mało, w jednej z tych ulotnych chwil do jego drzwi zapukała poznana już niegdyś białowłosa, która podobnie jak on dołączyła do szeregów Pax Aurea. ’Czy mógłbyś zająć się Mruczusiem? Na tydzień, nie dłużej!’ Wyraźne zakłopotanie potrzebą przyjęcia od kogoś wsparcia w tej kwestii sprawiło, że Marcus nie mógł tak po prostu odesłać Fospaidi z kwitkiem, posłał jej więc serdeczny uśmiech i wziął wyraźnie niezadowolonego kociaka z jej rąk, obiecując się jak najlepiej postarać. Niestety, jak tylko owieczka zniknęła za zamkniętymi drzwiami po wyrażeniu podziękowań, rudzielec prędko pożałował tego pomysłu, gdy tylko usłyszał z poziomu swoich dłoni wymowne, acz aroganckie…
          ”Ile jeszcze będziesz mnie trzymiał?” Kociak następnie własnymi siłami opuścił objęcia herosa, zeskakując na podłogę, by zwrócić się do drugiej czworonożnej istoty, podczas gdy ta dwunożna zastanawiała się, co się właśnie odjebało.
          ”Czuj się zaszczycony niebieski kolego, gdyż od dzisiaj będziesz miał okazję kąpać się w mym boskim miałsku…” Chwilę odczekał, jednak dotarło do niego wkrótce, że w tych czterech ścianach jedynie heros będzie mógł z nim konwersować. ”No tak, mogłem się domyślić, że mam do czynienia z istotą prymiałtywną. To nic, czuj się zaszczycony, od dziś będziesz więc moim rumiałkiem!”
          Deklaracja ta nie była gołosłowna, gdyż kociak zadecydował, że rzeczywiście wskoczy na grzbiet biednego Szafirka, który jak tylko poczuł na sobie ciężar kociego futra, zaczął biegać w kółko, ku radości lisiego jeźdźca. Co na to Marcus? Jako tymczasowa niańka uznał, że jeżeli bawią się ze sobą, nie ma sensu ich rozdzielać, dopóki nie usłyszy nieprzyjemnych dla ucha skowytów z bólu, toteż dalej trawiąc fakt gadatliwości kota, wrócił do procesu smoczej inkubacji do czasu…
          Nie minął kwadrans, aż nie wydarzyła się tragedia. Skupiony na regulacji płomienia rudzielec nie był gotów na to, że w pewnym momencie naskoczy na niego, a raczej na jajko przed nim leżące, dwójka futrzastych rozrabiaków, powodując nie tylko irytację herosa, lecz przy tym rysę na skorupie jaja. Zetknięty z gorącą powierzchnią gadziego potomka Szafir wcale się nie zatrzymał, a przyspieszył, by w krótkotrwałym amoku spowodowanym poparzeniem pozrzucać na ziemię wszystko, co się tylko dało, co przymusiło Mruczusia do opuszczenia pokładu w celu zachowania względnego bezpieczeństwa.
          ”Super, jakby mi jeszcze problemów w życiu brakowało…” I tak, jakby na jego reakcję wszechmogący żartowniś zareagował śmiechem, tak szczelina w skorupie zaczęła się powiększać, wydając słyszalny odgłos pękania. Pierwszą myślą, jaka przeszła przez umysł rudzielca, było soczyste ‘kurwa’, które w świetle przyszłych wydarzeń zmieniło się na ’o kurwa’, gdy tylko pierwsza kończyna wydostała się z wapiennego więzienia. Do łapki tej prędko dołączyła kolejna, później następne dwie, a jak tylko ogon przebił się przez jajko, z jego resztek wytrzepał się nowonarodzony… smoczek. Łuski czarne jak smoła, oczy błękitne jak… szafir i w końcu głos, ziewnięcie nieporównywalnie urocze, lecz prędko przerwane przez…
          ”Czy ta przerośnięta jaszczurka zawsze śpi w tak dziwaczny miałsób?” Słowa zielonej kuli aroganckiego futra prędko sprowadziły umysł rudzielca do rzeczywistości, w której smoczysko swoją łapą zaczęło drapać się po nosie pacniętym przez łapę kociaka.
          ”Kogo nazywasz jaszczurką, Ty przemądrzała kupo sierści? Trochę szacunku, właśnie stoi przed tobą inkarnacja wielkiego smoczego boga. Jam jest Marduk, a ty jesteś pierwszym, którego stracę, jak tylko zasiądę na należnym mi tronie!”
          Rzecz jakże nietypowa, która odbywała się w tamtym momencie, sprawiła, że nawet spanikowany lis uspokoił się i choćby z ludzkim rozumem spojrzał się na Marcusa w geście dezorientacji, który został odwzajemniony. Decyzja została podjęta.
          Odnalezienie właściwej osoby nie było takie proste. Specjaliści w dziedzinie behawiorystyki przyjmowali pod swoją opiekę głównie psy, koty czy inne powszechnie znane zwierzęta udomowione i chociaż kociak był rzeczywiście elementem całej tej ferajny, mało kto chciał mieć do czynienia z dziwacznym lisem, nie wspominając już o gadającym smoku. Nawet z uwzględnieniem kontaktów Pax Aurea, odnalezienie odpowiedniej osoby graniczyło z cudem, w końcu jednak Marcus odnalazł mentora. Mężczyzna, chociaż stary miał w sobie coś, co wywoływało spory szacunek w jego kierunku. Słysząc o problemach rudzielca, stary wstał z pieńka, na którym siedząc, rzeźbił w drzewie, by następnie zdzielić go po głowie drewnianą laską.
          ”Ich potrzeb nie słuchając, ślepy na rozwiązania będziesz.” Mężczyzna następnie skierował się do zwierząt, jedno bardziej cudaczne od drugiego, by po chwili kiwnąć głową. Zaczął wymieniać potrzeby, które według jego doświadczenia powinny zostać spełniane przez właścicieli, z których najważniejsze brzmiały tak: lis wymagał ruchu oraz stymulacji jego drapieżnych instynktów, smok bodźców pobudzających myślenie, kot zaś… z jego ego był już stracony. Wierność zależała od jego widzimisię, patrząc po posiadanym ego. Korzystając więc z mądrości starca, który sam wspomagał się podręcznikami, takimi jak ‘Fantastyczne Zwierzęta i jak je wytresować’ czy ‘Jak oswoić smoka’, Marcus zrozumiał potrzeby swoich czworonożnych towarzyszy, dzięki czemu po tygodniu mógł oddać Fospaidi zwierzaka w stanie nienaruszonym.